Background

Ultrasi wolontariatu – rozmawiamy z Koordynatorem Wolontariuszy Kaszubskiej Poniewierki.

Szacowany czas czytania wpisu: 7 min.

Wolontariusze na stałe wpisali się w „krajobraz” biegów w Polsce. Bez nich nie może się odbyć praktycznie żadna impreza sportowa. Jednak to szczególnie imprezy trailowe skupiają prawdziwych pasjonatów wolontariatu, gotowych pojechać nawet na drugi koniec Polski właśnie po to, by zaliczyć nieprzespane noce i ciężko oraz bezinteresownie pracować na rzecz uczestników. O istocie wolontariatu opowiada Koordynator Wolontariuszy Kaszubskiej Poniewierki – Łukasz Zwoliński.

Mariusz Adamczuk: Łukasz, od wielu lat można Cię spotkać na biegach ultra. Czasami jesteś tam jako zawodnik, ale bardzo często wcielasz się w rolę wolontariusza. W czym tkwi sekret, co Cię tam przyciąga?

Łukasz Zwoliński: Biegi ultra są pewnym azylem, enklawą, przestrzenią w której można się wyciszyć. To jest czas dla mnie. Czas, w którym czuję się integralną częścią otaczającego mnie świata. Kiedy jestem w ruchu otoczony wspaniałą i dziką przyrodą to mam wrażenie że wszystko jest na swoim miejscu. Na co dzień jesteśmy bombardowani natłokiem niepotrzebnych i bezużytecznych informacji, które często są formułowane w taki sposób aby wpływać na nasze emocje. Podczas ultra odcinam się od tego. Czuję się naprawdę wolny. Dodatkowo lubię wyzwania i lubię weryfikować swoje możliwości. Jest to dobre narzędzie do budowania pewności siebie i pozyskiwania prawdziwej satysfakcji.

MA: Przebiegnięcie ultramaratonu to ogromny wysiłek i zawsze stanowi wyzwanie, a jak się to ma do wolontariatu?

ŁZ: Moja przygoda z wolontariatem zaczynała się bardzo niewinnie. Byłem zafascynowany biegami i startami w zawodach. Planowałem pod nie każdy swój wolny czas, każdy weekend. Wiedziałem, że kocham to robić, że to sprawia mi radość. Z początku zgłaszałem się na wolontariat z poczuciem obowiązku, że nie mogę być tylko zwykłym odbiorcą euforii i radości związanej z zawodami i muszę coś dodać od siebie.

W pewnym momencie splot zdarzeń sprawił, że ciężar odpowiedzialności podczas organizacji jednej z takich imprez spadł na mnie. Wspominam to jako ogromne wyzwanie. Bez większego doświadczenia musiałem nagle skoordynować pracę dużej grupy ludzi oraz dopilnować aby wszyscy uczestnicy wrócili z biegu zadowoleni. Pomimo tego, że była to mała impreza na krótkim dystansie, kosztowało mnie to wiele pracy. Wtedy pierwszy raz poczułem, że wysiłek wkładany w organizację imprezy znacznie przewyższa wysiłek wykonywany w jej trakcie przez zawodnika. Po tym doświadczeniu kilkukrotnie brałem udział w wolontariacie na imprezach odbywających się w całej Polsce, np. na Biegu Rzeźnika.

MA: Na czym polega różnica w byciu zawodnikiem, a wolontariuszem?

ŁZ: Właściwie chyba nie ma większej różnicy. Traktuje wolontariat jako kolejny krok wtajemniczenia w świat biegów ultra. Zawodnicy mają bardzo ograniczoną perspektywę na zawodach. Widzą wolontariuszy na trasie tylko przez chwilę i nawet nie zawsze dochodzi między nimi do interakcji. Organizacja imprezy biegowej na długim dystansie składa się z wielu procesów i zadań, które rozpoczynają się zazwyczaj na kilka dni przed startem. W pracę od logistyki, znakowanie, biuro zawodów po zabezpieczenie trasy zaangażowanych jest bardzo wiele osób, bez których żadna impreza nie jest się w stanie odbyć. To one tworzą atmosferę i są sercem imprezy. To od ich zaangażowania, inwencji twórczej, inicjatywy zależy w największym stopniu jakie wspomnienia zabiorą ze sobą do domów zawodnicy. Wolontariusze to ludzie o wielkich serduchach, często nie śpią dłużej niż zawodnicy, wykonując w tym samym czasie nie mniejszy wysiłek. Należy im się bezwzględny szacunek.

W miniony weekend miałem przyjemność uczestniczyć w Dolnośląskim Festiwalu Biegów Górskich jako wolontariusz i zawodnik. To było fajne doświadczenie. Najpierw obsługiwaliśmy zawodników na trasie Biegu Siedmiu Szczytów (B7S) na punkcie w Międzygórzu, których kilkanaście godzin później goniłem i dopingowałem biegnąc KBL-a. Po dobiegnięciu do mety wróciłem na trasę jako wolontariusz wspomagając punkt odżywczy w Orłowcu. Ciekawe, czy osoby którym napełniałem wtedy bukłaki zdawały sobie sprawę z tego, że robi to osoba która nie spała przez dwie wcześniejsze noce (haha).

MA: Pozostało niespełna półtora miesiąca do kolejnej edycji Kaszubskiej Poniewierki, imprezy bardzo znanej z zaangażowania wolontariuszy. Jak sądzisz, z czego wynika fakt, że nasi wolontariusze tak wyjątkowo wspierają te zawody? Skąd biorą się Ci wszyscy ludzie?

ŁZ: Sam się zastanawiam, oni są niesamowici. Mają w sobie ogromne ilości pozytywnej energii i stanowią dla mnie wielką inspirację. Nie należę do osób wylewnych, które obnoszą się i uzewnętrzniają z własnymi emocjami. Jednak w kontakcie z tymi ludźmi trudno jest mi zachować powagę. To jest dla mnie ogromna przyjemność i radość móc współpracować z nimi. Większość z nich to pasjonaci tacy jak ja. Jednak zdążają się często też osoby szukające nowych doświadczeń. Jedną z takich osób jest moja narzeczona, z którą poznałem się właśnie na Poniewierce. Wolontariat potrafi zmienić życie (haha).

MA: Pracujesz z wolontariuszami wiele lat, nie tylko przy okazji Kaszubskiej Poniewierki. Co według Ciebie decyduje o tym, że ludzie, decydują się jechać na drugi koniec Polski lub zarwać kilka nocy z rzędu po to by pomagać innym?

ŁZ: Jest kilka czynników, które mają duży wpływ na motywacje i zaangażowanie ludzi. Myślę, że najważniejsza jest atmosfera. Wolontariusz musi czuć się dobrze w miejscu, w którym się znajduje i powinien robić to co chce i to co lubi. Zadania zawsze staramy się dopasowywać indywidualnie do osoby, a nie szukać osoby do wykonania danego zadania. Wolontariusz musi wiedzieć, że jest ważny i że jest integralną częścią danego wydarzenia. Musi mieć też zapewnioną jak największą swobodę do tego, aby mógł się wykazać własną inicjatywą. Nie szufladkujemy ani nie ograniczamy ludzi. Każdy może wnieść od siebie coś pozytywnego. Staramy się pomagać innym w taki sposób, w jaki chcielibyśmy aby pomagano nam. Często właśnie tak się to odbywa, bo ekipa wolontariuszy co roku się zmienia i bardzo często do pomocy zgłaszają się osoby, które wcześniej brały udział w Poniewierce jako zawodnicy.

MA: W czasie zawodów zarządzasz wieloma grupami osób pod silną presją czasu, a jak wiemy nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. W jaki sposób organizujesz taką pracę?

ŁZ: W trakcie imprezy dzieje się tak wiele rzeczy na raz, że nie ma czasu ani możliwości zarządzania tym wszystkim na żywo. Wszystkie procesy oraz zadania trzeba zaplanować przed imprezą. Robimy to w formie manual-a, który jest dokładną instrukcją dla wolontariusza. Każda lokalizacja lub zadanie zapisane jest w nim za pomocą odpowiedniego symbolu, którym posługujemy się w komunikacji w trakcie imprezy. Szanujemy czas każdego wolontariusza i zależy nam na sprawnej organizacji.

MA: Jaka impreza była dla Ciebie największym wyzwaniem i na czym polegały trudności?

ŁZ: Chyba największym wyzwaniem do tej pory był dla mnie Festiwal Biegu Rzeźnika w 2018 r. Najpierw koordynowałem tam pracę punktu w Roztokach na trasie Biegu Rzeźnika. Praca tego punktu uległa dość sporemu wydłużeniu w oczekiwaniu na ostatnich zawodników, którzy utknęli w górach. Zaraz później, bez odpoczynku pojechałem koordynować punkt w Natura Parku na trasie Biegu Rzeźnika Ultra, gdzie były przepaki i ciepłe jedzenie. To było bardzo intensywne 48 godzin na maksymalnych obrotach. Szczerze wątpię, żeby jakikolwiek zawodnik, niezależnie od dystansu spalił w tym samym czasie więcej kalorii.

MA: Powiedz trochę o potrzebach tegorocznej edycji Kaszubskie Poniewierki. Ile osób potrzebujemy i jakie zadania czekają na wolontariuszy?

ŁZ: W tym roku stoją przed nami nowe wyzwania w związku z odpaleniem dwóch dodatkowych dystansów. Wiąże się to z potrzebą zwiększenia składu ekipy biura zawodów oraz ekipy logistyki. W tym roku będziemy potrzebowali pomocy około 120-130 wolontariuszy.

Poszukujemy chętnych do:
1. Biuro zawodów (11, 13, 14 września) (10 osób)
– tworzenie pakietów startowych
– obsługa biura zawodów, wydawanie pakietów
2. Obsługa trasy (14 września)
– zabezpieczenie trasy (40 osób)
– obsługa punktów odżywczych (30 osób)
– zabezpieczenie strefy startu (4 osoby)
– zabezpieczenie strefy mety (20 osób)
3. Kontrola trasy (11-14 września):
– oznaczenie trasy (11-14 września) (6 osób)
– zamykanie trasy za ostatnim zawodnikiem (14 września) (10 osób)
4) Logistyka (3 ekipy mobilne) (12-15 września) (20 osób)
– Transport towarów zgodnie z rozpiską
– Obsługa startu UKP100/ KP75 / KP50

MA: Na co mogą liczyć osoby, które wspierają Kaszubską Poniewierkę?

ŁZ: Jak co roku, pyszne jedzenie przygotują Panie z koła gospodyń wiejskich. Oprócz tego:
– szkolenie
– pakiet wolontariusza ze śniadaniem
– ubezpieczenie
– koszulkę wolontariacką
– identyfikator
– pozytywne emocje
– impreza integracyjna zaraz po zakończeniu biegu
– certyfikat potwierdzający wolontariat (wydawany zawsze na prośbę wolontariusza).

Serdecznie zapraszamy wszystkich chętnych – wpadajcie na Kaszuby i współtwórzcie ten wyjątkowy bieg razem z nami!

Formularz zgłoszeniowy dla wolontariuszy Kaszubskiej Poniewierki dostępny jest TUTAJ.